piątek, 30 stycznia 2015

18

Kilka minut później dołączyłam do gości na dole. Chciałabym być w takich nastrojach, w jakich oni byli. Dlaczego nie mogłam czuć się tak dobrze? Był bankiet z okazji otwarcia mojego projektu, a ja czułam się jak ten jeden gość w kącie sali, ignorowana przez wszystkich!
 
- Clarisso, szukałem Cię! – za swoimi plecami usłyszałam głos ojca.
- Przepraszam, oprowadzałam Malika – odparłam, odwracając się do niego twarzą.
- Podoba mu się Twoje dzieło? – dopytywał z ojcowskim uśmiechem.
- Tak, bardzo – uśmiechnęłam się sztucznie. Chciałam jak najprędzej zniknąć z tego miejsca. – Pójdę się przewietrzyć, tato.
- Wszystko w porządku?
- Tak, po prostu tłoczno tutaj i jest mi duszno – powiedziałam, chcąc go jak najszybciej zbyć.
- Może mam kogoś zawołać? Lekarza albo…
- Ja się nią zajmę, Panie Watson – podniosłam wzrok, gdy zauważyłam nieskazitelną i zatroskaną twarz Zayn’a. – Przejdę się z nią do ogrodu, może poczuje się lepiej – spojrzał na mojego ojca, który nie był zbyt przekonany co do tego pomysłu, lecz w końcu z westchnięciem odsunął się. Zayn chwycił mnie w talii i powoli ( oczywiście pod czujny okiem innych gości, zwłaszcza kobiet ) opuściliśmy posesję. Powiew zimnego wiatru dobrze mi zrobił. W miarę szybko mój mózg otrzeźwiał. – Dobrze, że się czujesz? – Zayn popatrzył na mnie zmartwiony.
 
Nie, Clairy, on się o Ciebie nie troszczy. Chce się tylko pieprzyć. Właśnie : tylko.
 
- Tak, nie musiałeś od razu porywać mnie z przyjęcia – mruknęłam, dając mu się prowadzić prosto do ogrodu. Ogród nie był moim pomysłem, a Davida. Z początku mi się nie spodobał, bo Penthouse miał być pełen klasy, a ogród… po prostu mi do tego nie pasował. Potem lecz moje zdanie się zmieniło, gdy pełno egzotycznych kwiatów i drzew owocowych się w nim znalazły. Nazwałam to rajem bo… to był raj.
- Byłaś blada – rzekł zatrzymując nas. – Może przystaniesz na moją propozycję i zanocujesz u mnie?
- Zayn, to nie jest…
- Nalegam, nie zostawię Cię teraz samej – przerwał mi ostro. Spojrzałam na niego strapiona.
- Nie jestem dzieckiem! – warknęłam.
- Ale jesteś moja i się troszczę o swoją kobietę.
- Och czyżby? – prychnęłam. – Ile kobiet przede mną było Twoich?
- Clarissa, przestań się do cholery ze mną kłócić! – krzyknął.
- To dlaczego mnie nie słuchasz?! – również podniosłam głos.
- Bo chcę dla Ciebie jak najlepiej.
- Z pewnością – parsknęłam, wyrywając się spod jego uścisku i idąc przed siebie.
- Clairy, wracaj tu! – wrzasnął, a ja zignorowałam go. – Clairy!
- Daj mi spokój! – pokazałam mu środkowy palec.
- Liczę do trzech!
- To sobie licz! – zaśmiałam się drwiąco przyśpieszając, gdy tylko usłyszałam jego głośne kroki za sobą.
- Trzy! – nie zareagowałam. – Dwa!
- Jeden! – dodałam za niego, będąc już bardzo blisko schodów, prowadzących do ogrodu.
- Zero, skarbie – znienacka jego dłonie mocno chwyciły mnie w biodrach i przerzucił mnie przez ramię. Krzyknęłam zaskoczona, bujając się na jego ramieniu.
- Zayn, ty idioto! – pisnęłam, okładając jego plecy pięściami. – Puść mnie!
- Nigdy – teraz to on się zaśmiał i mocno klepnął mnie w pośladki.
- Postaw mnie na ziemię!
- Idziesz się pożegnać z ojcem i jedziemy do mnie – burknął, niosąc mnie dalej, cały rozbawiony. Mi nie było do śmiechu. Gdyby to tylko któryś z gości zauważył! I Boże, gdyby ktoś powiedział o tym mojemu ojcu!
- Zayn, postaw mnie! – mówię oburzona.
- No ładnie, ładnie… To tak się zabawiasz po zerwaniu ze mną?
 
Moje serce zatrzymało się słysząc ten głos. Zayn zatrzymał się i poczułam jak jego mięśnie napięły się jak struna. Malik tym razem postawił mnie na ziemi i objął ściśle w talii.
- Luke – tyle udało mi się wypowiedzieć, gdy zobaczyłam swojego byłego kilka metrów przed nami. Nie był ubrany elegancko. Miał na sobie zwykły biały T-Shirt, granatowe spodnie khaki i trampki. Jego blond włosy jak zawsze były w nieładzie Z pewnością na bankiet to on nie przyszedł. Ktoś musiał powiedzieć mu, że tu będę.  
- To dlatego ze mną zerwałaś, huh? – prychnął, wykrzywiając swoją twarz w grymasie pełnym złości.
- Tak, a kto się pieprzył z moją matką? – odpowiedziałam mu tym samym tonem i dodałam w to więcej jadu. Zayn ścisnął mnie na znak, bym trzymała nerwy na wodzach, ale sama czułam, jak drży ze wściekłości. Denerwowanie Zayn’a Malika nigdy nikomu nie wychodziło na dobre. Sama tego przed chwilą doświadczyłam i to nie było ani urocze ani słodkie! Zero kwiatków i serduszek!
- Jak myślisz, dlaczego to zrobiłem? Bo ty do cholery nie chciałaś mi dogodzić! – krzyknął, a mną wstrząsnął dreszcz. Tego nie chciałam od niego usłyszeć. To było bardziej bolesne, niż cięcie się. – A pewnie ten pieprzony laluś już Cię rozdziewiczył, co?
- Zazdrościsz, że on mnie ma, a ty nie?
- Drewno mi nie potrzebne – parsknął ironicznie, a w Zayn’ie coś po prostu pękło. Z szybkością wampira znalazł się tuż przed nim i go…
 
Uderzył, tak… porządnie.
 
Nie wierzyłam własnym oczom. On go uderzył. Bronił mnie. A ja stałam z rozdziawioną buzią, oglądając z boku całe zajście.
 
- Zayn! – krzyknęłam, ale mnie zignorował.
- Jeśli jeszcze raz tak odezwiesz się do Clair lub jej dotkniesz w dla niej niewłaściwy sposób, już nie będzie tak zabawnie jak ty to uważasz, jasne ty mały sukinsynie? – syknął w jego stronę, a mnie zamurowało. Nie wiedziałam, czy mam krzyczeć o pomoc czy być cicho. Postawiłam na to drugie.
- Pieprz się, gościu. Clairy i tak wróci do mnie, bo nigdy nikt mnie jej nie zastąpi – powiedział, śmiejąc mu się w twarz. Z jego wargi lała się krew, a blada szczęka zrobiła się sina. Wyglądał okropnie.
- Clair jest moja, a ty masz się trzymać od niej z daleka – syknął z taką mocą, jakiej bym się po nim w ogóle nie spodziewała. W końcu ruszyłam w stronę Zayn’a i chwyciłam go za ramię. Spojrzał na mnie tymi groźnymi i ciemnymi oczami, które ujrzałam podczas naszego pierwszego spotkania.
- Zostaw go, jedźmy do willi – szepnęłam, wtulając się w niego. Z chęcią mnie ujął i posłał Luke’owi jeszcze jedno gromiące go spojrzenie. Zayn był naprawdę wściekły. – Zayn? – pogłaskałam go po policzku. Pod wpływem mojego dotyku stał się mniej spięty. Uśmiechnęłam się lekko, całując go krótko w usta.
- Chodźmy – wychrypiał i biorąc mnie za rękę, poszliśmy w kierunku auta.
- Ej! Ja z Tobą do jasnej cholery nie skoń… - słysząc ten irytujący głos za swoimi plecami ( znowu ), we mnie też coś pękło. Odwróciłam się tak szybko, że nawet tego nie zauważył i tym razem dostał ode mnie prosto w miejsce między jego oczami. Luke zatoczył się, aż w końcu po raz kolejny upadł na ziemię i podniesie się z niej zajęło mu więcej czasu. Poczułam jak Zayn posyła mi spojrzenie pełne aprobaty.
- Męska dziwka – splunęłam z pogardą.
- Chodźmy – Zayn pociągnął mnie w swoja stronę. Odeszliśmy z miejsca zdarzenia, a Luke nas już nie zaczepił.
- Muszę wrócić po rzeczy do Davida. On je ma – odparłam, rozmasowując swoją obolałą pięść. Kłykcie bolały mnie jak cholera i ledwo mogłam rozprostować palce.
- Zrobisz to jutro – powiedział stanowczo.
- Nie, Zayn – burknęłam, gdy chciał zaciągnąć mnie do auta i wyrwałam rękę z jego mocnego uścisku. – Daj mi spokój.
- Clairy, przestań zachowywać się jak dziecko – westchnął rozdrażniony.
- Jeśli Ci to nie pasuje, znajdź sobie kogoś innego – warknęłam i pełna złości wróciłam szybkim krokiem na przyjęcie. Cała w nerwach zaczęłam szukać Davida, którego nigdzie nie mogłam znaleźć. Były dwie możliwości : Albo właśnie ( jak to zawsze zresztą robił ) zdradzał swojego milionowego chłopaka w męskiej toalecie, albo też mnie szuka. Chciałam jak najszybciej wrócić do apartamentu i wziąć urlop do końca tygodnia.
 
Lub w najgorszym przypadku szukać nowej pracy.
Udałam się więc na piętro, po drodze wymieniając dwie krótkie rozmowy na temat Penthouse’u. Gdybym miała taki humor jak na samym początku i byłabym zadowolona z pozytywnych opinii gości, ale za dużo wydarzyło się w odstępie kilkunastu minut, bym mogła być szczęśliwa. Mijając kolejne pokoje chciałam wejść do pomieszczenia gospodarczego ojca mając nadzieję, że tam znajdę swojego rodziciela, który wiedział, gdzie był David. Drzwi były lekko uchylone co oznaczało, że ktoś był w środku. Miałam już iść do następnego pomieszczenia, lecz gdy usłyszałam jak ktoś wymawia nazwisko Zayn’a, przystanęłam zaciekawiona z jednym uchem nadstawionym ku drzwiom. Pierw rozejrzałam się, czy nikogo nie było na korytarzu. Podsłuchiwanie nie było kulturalną rzeczą, ale musiałam dowiedzieć się jak najwięcej o Maliku. Chciałam wiedzieć, z kim miałam do czynienia.
 
- Musimy go jakoś okiwać, wiesz o tym. Gówniarz musi wiedzieć, gdzie jest jego miejsce – powiedział jakiś męski, niski głos przesycony jadem. Wiedziałam, że mówią owi mężczyźni mówią o Zayn’ie i chcieli go… zlikwidować. Na samą myśl tego, co mogli mu zrobić zadrżałam ze strachu.
- Wiem, Robercie, ale… To nie jest takie proste. Jesteśmy pod ostrzałem mediów – odparł drugi. Jego głos był bardziej spokojny, ale i tak stanowczy i groźny jak jego przedmówca.
- Może dlatego powinniśmy wydać sprawę do prasy? Nie dadzą Malikowi spokoju, a on wyląduje na bruku – zabrał głos ten pierwszy. 
- Nie, musimy to zrobić po cichu i bez szumu – sprzeciwił mu się.
- Dwayne, musi zapłacić za to co kiedyś robił i kim jest – warknął, uderzając pięścią za pewno w biurko. Oni wiedzieli kim był Zayn? Dlaczego chcieli, by Malik był skończony?
- Panowie, uspokójmy się – odezwała się trzecia osoba. Od razu ją rozpoznałam i zrobiłam się purpurowa ze złości.
 
Mój ojciec.
 
- Jak mam się uspokoić Steve? Przez tego chuja odeszła ode mnie żona! Zostawiła mnie dla niego!
- Było ją odpowiedniego zaspokajać, Robert – fuknął mój ojciec.
- Przez niego ona leży w śpiączce. Wykorzystał ją, a teraz walczy o życie! – krzyknął.
- Nie zapominaj, że to ona zesłała na siebie to wszystko, ty nie powinieneś mieć wyrzutów winy – prychnął beznamiętnie. Pokręciłam głową, nie wierząc, że to był mój ojciec.
- A co będzie, jeśli i on będzie chciał Twojej córki? Co wtedy zrobisz?
- To nie będzie moja córka, tylko zwykła szmata.
Otworzyłam szeroko oczy, które napełniły się łzami i usta, z których wydobył się cichy szloch. Moje serce pękło na milion części. Nie to chciałam usłyszeć… On kłamie…
- Nie będziesz chciał jej od niego odizolować? – zapytał zdziwiony Dwayne.
- Jest dorosła, ona decyduje o swoim życiu, już nie ja.
- To jak wypytywał o nią w Paryżu na konferencji… Mam przeczucia, że czym prędzej czy później ona wpadnie w jego sidła.
- Co jak co, ale dziewczyna ma głowę na karku. Nie wskoczy do łóżka pierwszemu lepszemu miliarderowi – parsknął.
- Z charakteru jest identyczna jak Christina. Ratuj ją Steve, póki to jeszcze możliwe – stwierdził Dwayne.
- Nie mam zamiaru. Malik dotrze do niej mimo i to. Odkąd wyprowadziła się od Christiny szwenda się koło niej jak bezpański pies.
- Więc, mógłbyś jakoś przekabacić Clairy, by zakręciła się w jego biurze. Jeśli jej ufa, nawet nie zauważy, gdy wykradnie kilka rzeczy… - zaczął Robert, ale mój ojciec natychmiast mu przerwał.
- Nie zrobi tego. Unika Malika.
- To zapłać jej więcej za ten Penthouse. Co jak co, ale dziewczyna jest utalentowana – odparł Dwayne.
- Albo zagroź jej tym, że wyleci z pracy, jeśli tego nie zrobi i tyle – powiedział Robert, a mną aż wstrząsnęło. Łzy ciekły mi strumieniami po policzkach i psuły cały makijaż. Wiedziałam, że był taki sam jak matka, może nawet gorszy. Tylko pieniądze… jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć?!
- Dobry pomysł – rzekł po chwilowej ciszy. – Jak jutro przyjdzie do pracy, wezmę ją na rozmowę i stawię w fakcie dokonanym.
- A co zrobimy z Malikiem? – spytał Robert.
- Na razie siedźmy cicho. Gdy nadarzy się okazja, dopadniemy go. W mgnieniu oka wszyscy zapomną o wielkim, Zaynie Maliku z Malik Interprises Holding – mój ojciec gorzko się zaśmiał. Nie dowierzając, pobiegłam do łazienki znajdującej się tuż przy schodach, nie zważając na to czy to słyszeli, czy nie. Wybuchłam płaczem, opierając się o zlew drżącymi rękoma.
 
Poczułam się… oszukana. Cholernie oszukana przez osobę, na którą mogłam najbardziej liczyć. Przynajmniej tak myślałam. Przez tyle lat nie znaczyłam dla niego nic. Byłam tylko pracownikiem, na którym żerował ogromne pieniądze. Nie mogłam uwierzyć, że był tak podłym człowiekiem. Nie wiedziałam, co jeszcze zrobił takiego Malik w przyszłości, ale musiałam mu pomóc. Słuchając rozmowy mojego ojca z tymi mężczyznami, Malik miał u nich przekichane po całości. Ale dlaczego? Co on miał z tym wszystkim wspólnego? I jeszcze słysząc to, jak Zayn potraktował żonę tego Roberta… Cholera, nie wiedziałam, czy mam w to wierzyć. Tacy ludzie kierują się wyłącznie nienawiścią i mogli wymyśleć sobie wszystko. Mimo to, ryzykując wszystko co osiągnęłam przez tyle lat, byłam po stronie Zayna. Ojciec mógł myśleć to, co chciał. Był już dla mnie nikim, tak jak dla niego.
 
Otarłam twarz zimną wodą, uważając na to, by nie zmyć swojego makijażu do końca i wyszłam z łazienki po cichu, schodząc na dół. Goście bawili się w najlepsze. Tańczyli, pili, rozmawiali. Typowy bankiet u Watsonów.
 
No i udało mi się znaleźć Davida. Tylko szkoda, że dopiero teraz.
 
- Gdzieś ty był? – warknęłam, biorąc od niego kieliszek szampana i postawiłam gdzieś z boku na stole.
- Szukałem Cię! Myślałem, że na dobre Malik Cię porwał! – zachichotał, ale jego rozbawienie znikło, gdy zauważył moją pełną powagi minę. – Co jest, maleńka? Co Ci znowu ten chuj zrobił?
- Tym razem nie on… Po prostu… Długa historia. Potrzebuję szybkiej podwózki do One Hyde Park – powiedziałam.
- No to idziemy.

***
Do apartamentowca dostałam się w ciągu piętnastu minut. Przebierając się w luźnie ubrania w nadzwyczajnie szybkim tempie porwałam kluczyki do swojego Astona Martina i po dwuminutowej jeździe na sam dół, pobiegłam na parking. Musiałam jak najprędzej dostać się do willi Zayn’a. Wiedziałam, że go tam znajdę.
 
Prowadzenie auta w takim stanie w jakim się znajdowałam, było nadzwyczaj trudne. Dłonie ledwo trzymałam na kierownicy, bo ze zdenerwowania szamotały mi się bezwiednie. Nie mogłam skupić się na drodze. Ledwo napisałam SMSa do Zayn’a oznajmiając mu, że do niego jadę. Nie wiedziałam czy ją odczytał. Miałam to gdzieś. Chciałam by wiedział, że mój ojciec planuje jego biznesową egzekucję. Nie chciałam dopytywać się o jego dawne życie, stawiałam wszystko : swoją karierę, swoje przyjaźnie, rodzinę, której już nie miałam… Zostawiałam wszystko dla niego. Chciałam wszystkiego, co było związane z nim.
 
Na miejsce dojechałam kilkanaście minut później. Tego wieczora był wyjątkowo duży korek. Brama była dla mnie już otwarta, więc wjechałam na posesję Malik’a i zaparkowałam obok jego Bentley’a. Wysiadłam ze swojego Astona Martina i po szybkim zamknięciu auta podbiegłam do jego willi. O dziwo drzwi otworzył mi jakiś starszy mężczyzna. Miał trochę siwe włosy, które niestety, ale było widać wśród jego ciemnych włosów. Twarz miał… przyjemną.
- Przepraszam, ja… - zająknęłam się, a on tylko machnął ręką.
- Panienka Watson, prawda? – pokiwałam powoli głową. – Pan Malik poinformował mnie o Pani przybyciu. Czeka na Panią u siebie.
- Wiem, dziękuję – szepnęłam i dużymi krokami przemierzałam jego dom… zamek… cokolwiek! Nim dotarłam do gabinetu Malik’a, usłyszałam, że mówił bardzo głośno i donośnie. Jakby… się kłócił. Ton jego głosu o tym świadczył. Nim weszłam do pomieszczenia dosłyszałam się jeszcze jednego głosu… kobiecego i dość piskliwego. Pewnie chwyciłam klamkę i pociągnęłam ją w dół, otwierając drzwi.
 
Tak, była tam z nim kobieta. I to cholernie piękna. 


******************************
Nowym rozdziałem was witam :D U mnie ferie, a u was? :D
Ojciec Clairy... wielkie what? :/
 
Kochani, co się dzieje z komentarzami? Pod jednym 60, a raptem w jeden dzień nie ma 30 komów? :( Następne rozdziały są bardzo intrygujące i chciałabym dodać je jak najszybciej :D W ogóle zamierzałam skończyć pierwszą część LDG i zacząć drugą, która BĘDZIE BARDZIEJ ROZWINIĘTA :D Mam nadzieję, że to was zachęci do komentowania i IM SZYBCIEJ TYM LEPIEJ! ;D <3
 
 
32 komentarze = NOWY ROZDZIAŁ!! :* <3
 
 
Komentujcie <3
 
 
K.

43 komentarze:

  1. Zdziwił mnie ten rozdział, ale jest cudowny! :o ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże już nie mogę sié doczekać kolejnego rodzaju ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg next proszę ♡♡♡ uwielbiam Twoje fan fiction ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo się dzieje w tym rozdziale i to mi się bardzo podoba *.* nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Siadać, pisać kolejny!!! Rozdział cuddooowny <3 Brak słów *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybko nowy rozdział jestem strasznie ciekawa co będzie dalej :O

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zawsze zaskoczona jestem świetnym rozdziałem! ; ))
    I się pokłócili, ale wszystko się chyba ułożyło. Zayn taki opiekuńczy. Dobrze, że dał temu Lukowi w mordę. Zasłużył sobie.
    I jeszcze dostał od Clari hahah było to świetne ^^
    No, ale potem już się namieszało. Szczególnie z ojcem Clarissy ;/
    Co oni knują przeciwko Malikowi? Kurde, musiał nieźle zajść im za skórę. I jeszcze wypowiadać słowa takie, że nie będzie już jego córką tylko szmatą. No jaki ojciec jest zdolny do takich słów?! Nawet jak dziecko zrobi coś złego to powinien jakoś to wybaczyć i nie mówić tak strasznych rzeczy. ; c
    Dobrze, że dziewczyna pojechała do Zayna i mu powie o wszystkim tylko kim jest ta dziewczyna? Hmmm.
    Wierzę ci, że następne rozdziały będą genialne i intrygujące więc czekam w niecierpliwości na następny. : ))
    Mam nadzieję, że szybko uzbiera się tyle komentarzy i dodasz następny! ; )
    Pozdrawiam i czekam na next! ;3

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały rozdział :-)
    Ale serio? Ojciec nazywa córkę szmatą?
    I kim jest ta kobieta?
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  9. kocham twoje opowiadanie nie przejmuj sie komentarzami nie chce im sie ale cie czytaj na pewno <3 !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. <3333 zajebiste jak zwykle !!! *.* kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam na kolejny:):*:):*

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetnyyy.. ciekawe kim jest ta dziewczyna:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Umiesz pisać. Kolejny bedzie szybko mam nadzieję):)

    OdpowiedzUsuń
  14. No super ;) ale akcja... Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszyscy mężczyźni w tym rozdziale to po prostu CHUJE, przez duże CH! oczywiście omijając naszego kochanego Davida ;)
    Strasznie wkurwił mnie jej ojciec, byl taką ciepłą postacią w tym blogu, a tu nagle rozpierdol i tworzy nam sie czarny charakter. Świetny i weny życze na te ferie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow nie wiedziałam że jej ojciec ja tak oszukał. David jest kochany :3 Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  17. Czekaaam na next. :*

    OdpowiedzUsuń
  18. o boże tak genialny <3
    robi się coraz bardziej ciekawy <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Genialny! Czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
  20. blagam nastepny juz teraz jezuuu co to za kobieta !!!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeju.. Daj szybko kolejny rozdział.. <3

    OdpowiedzUsuń
  22. OMG jesttt <33 lecę czytać ;D
    mrs.knopersikXOXO

    OdpowiedzUsuń
  23. OMG DZIEWCZYNO TO JEST MEGGAAA !!! Ciekawe kim jest ta kobieta i co takiego konkretnie planuje ojciec Clary ;o Błagam pisz kolejny rrodział bo nie wytrzymam nooo.. to jest uzależniające ;D
    mrs.knopersikXOXO

    OdpowiedzUsuń
  24. Dam dam dam daram dam daram daram! *melodia xd* Następny rozdział super.. czekam czekam CZEKAM! KOCHAM XD :*

    OdpowiedzUsuń
  25. Super rozdział!!! Weny życzę <3 !!!! OMG!!!

    OdpowiedzUsuń
  26. zajebiste !!! <3 nastepny blagam !!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Plis następny już jutro jak się obudzę to od razu wchodzę na bloga i ma być nowy rozdział!!!!!! JESTEŚ BOSKA KOCHAM CIĘ!!!!!!!!
    ~Klaudia

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie zachętą do dalszej pracy! <3