niedziela, 1 lutego 2015

19

Nie wiedziałam jak zareagować. Stałam jak kołek i patrzyłam na rudowłosą piękność. Mierzyła mnie wzrokiem. W jej niebieskich oczach zauważyłam pogardę. No tak, gdybym to ja była ubrana od stóp do głowy w Chanel i Dolce&Gabana… Cholera, wiedziałam, że uległe Zayn’a nigdy nie były biedne, ale żeby aż tak bogate? Przy tej dziewczynie czułam się jak mała, szara myszka. Szczególnie w przydużym swetrze, zwykłych leginsach i trampkach.
- Zayn, kim ona jest? – spytałam niezbyt uprzejmym tonem. Po wkurzonej minie Zayn’a mogłam stwierdzić, że zdecydowanie nie był zadowolony z jej przyjścia. I dobrze.
- Ona już wychodzi – warknął, posyłając gromiące spojrzenie rudowłosej. – Do widzenia, Carmen – zacisnął usta w wąską linię. Carmen… Zdecydowanie imię dla tajemniczej kusicielki.
- Jeszcze z Tobą nie skończyłam, dupku – prychnęła, zarzucając swoje włosy za ramię. Wtedy zwróciła się w moją stronę. – Odejdź od niego, nim jeszcze Cię w Tobie nie rozkochał. Wyjdzie wam to obojgu na plus. On nie potrafi kochać.
- Carmen, powiedziałem wyjdź! – krzyknął Zayn, a na twarzy zrobił się aż purpurowy. Dziewczyna się tylko gorzko uśmiechnęła, nawet nie zerkając w jego stronę. Była skupiona na mnie.
- Wyglądasz mi na mądrą dziewczynę. Nie popełnij tego samego błędu co ja, dobrze Ci radzę – odparła suchym tonem, lecz w jej dużych oczach zamajaczyła się… troska? Nim zdążyłam jej jakkolwiek odpowiedzieć, wyszła z gabinetu Zayn’a uwodzącą kręcąc swoimi biodrami. Z trudem oderwałam wzrok z miejsca, w którym stała przed chwilą i spojrzałam na Zayn’a. Nadal był zły, a jego dłonie były zaciśnięte w pięści. Oprócz tego, jego oczy zmieniły barwę na ciemniejszą i gdyby mogły, stopiły by metal.
- Nie słuchaj tej dziwki, gada tak tylko by wyszła z całej sprawy niewinna – fuknął Zayn zakładając ramiona na swoją potężną klatkę.
- Musiała mieć powód – szepnęłam, nerwowo ściskając w dłoni swoje kluczyki od samochodu.
- Mało ważny – powiedział, zmieniając od razu temat. – Co Cię do mnie sprowadza?
- Twoja firma i ty jesteście w niebezpieczeństwie – rzekłam i na powrót wezbrała się we mnie panika. Zayn spojrzał na mnie podejrzliwie.
- W jaki sposób? – zapytał.
- Mój ojciec wraz ze swoimi wspólnikami wie o Twojej przeszłości i chcą wszystko wydać prasie – powiedziałam na jednym tchu. Zayn znieruchomiał, a na jego twarzy malowało się lekkie niedowierzanie. – I chce mnie w to wkręcić – dodałam po chwili, nie będąc pewna czy dobrze zrobiłam. Nie chciałam wkurzyć go jeszcze bardziej.
- Mówił coś jeszcze?
- To, że… jeden z nich mówił o jakieś kobiecie, która zostawiła go dla Ciebie i chce się na Tobie zemścić, a ojciec… chce mnie przed Tobą chronić – ostatnie słowo niemal wycedziłam, przypominając sobie jak o mnie mówił swoim pracownikom. Szmata, dziwka Zayn’a…
- Jesteś moja i to ja będę Cię chronić przed nim – odparł, a mnie jeszcze bardziej to zbiło z pantałyku.
- O czym ty mówisz?
- Nie wiesz dużo rzeczy o swoim ojcu Clarisso. Człowiek, z którym mieszkałaś przez tyle lat pod jednym dachem krył przed Tobą swoje najgorsze wcielenie – jego głos był przesiąknięty powagą, przez co jeszcze bardziej się martwiłam.
- Nie wiem kompletnie o co w tym wszystkim chodzi – stwierdziłam, zgodnie z prawdą. Gubiłam się w tej całej chorej i poplątanej sytuacji. – I nie wiem, czy chcę cokolwiek wiedzieć. Boję się wiedzieć.
- Nie bój się – Zayn podszedł do mnie i chwycił moje obie ręce swoimi. Zadrżałam lekko. – Nie bój – powtórzył, kreśląc małe kółeczka na wewnętrznej stronie mojej dłoni. – Wiedziałem od samego początku, że pojawiając się w Twoim życiu robię ogromny błąd, który będzie mnie słono kosztować, ale… teraz jest już za późno – westchnął na sam koniec.
- Co masz na myśli?
- W pewnej cząstce chcę Cię opuścić, byś nie miała przeze mnie samych problemów, ale druga cząstka chce Cię trzymać jak najbliżej siebie… Nie chcę Cię opuszczać – moje serce zabiło mocniej na te słowa. Nie wiem, czy krył się w nich jakiś podtekst, ale dla mnie miały podwójne znaczenie. Mogłam się łudzić, że dla niego również. – To co jest między nami… Tylko ja i ty, Clarisso.
- A Carmen?
- Była jedną z moich uległych, nikim więcej. Żadna z nich nie była… tylko ty pojawiłaś się w moim życiu jak jakaś przebiegła, piękna ciemnowłosa lisica i zamieszałaś w mojej głowie, Clarisso.
- To dlaczego nie mówisz mi całej prawdy? – pytam go, patrząc w jego hipnotyzujące oczy. Niemal mogłam dostrzec w nich swoje odbicie.
- Wolałbym, abyś nie wiedziała o pewnych sprawach – powiedział z wahaniem.
- Jeśli mam być Twoja chyba powinnam Cię znać? Bo ty o mnie wiesz wszystko, a ja o Tobie… nic – przygryzłam dolną wargę w zamyśleniu.
- Wiesz o mnie najwięcej ze wszystkich uległych, jakie posiadałem. Żadnej nigdy nie śledziłem, nie namierzałem, ani nie kupowałem Astona Martina – tu się zaśmiał ponuro. Brakowało mi w nim tej szczęśliwej iskry. – Jesteś jedyna.
- Robi się Pan ckliwy, Panie Malik, to zupełnie do Pana nie pasuje – pokręciłam głową z udawaną dezaprobatą.
- Widzisz co ze mną robisz, niegrzeczna dziewczyno? Teraz… - niespodziewanie ręką chwycił moją talie i przyciągnął mnie do siebie. Uśmiechnęłam się ironicznie, zaciskając palce na jego białej koszuli. – Powinienem złoić Ci skórę, a potem Cię pieprzyć i pieprzyć… - jego czubek języka oblizał dolną wargę , dokładnie mnie obserwując. Dlaczego to wydawało mi się takie mega erotyczne?! – Ale dziś nie mam na to ochoty.
- Żadnego perwersyjnego bzykanka? – wydymałam smutno wargi, a on parsknął śmiechem, w końcu się uśmiechając.
- Żadnego perwersyjnego bzykanka, tylko kwiatki i serduszka dla mojej Clarissy – Zayn naparł na mnie delikatnie, a po moim ciele przeszły dreszcze pożądania. Czułam, jak bardzo jest podniecony. Zresztą, jak zawsze. – Widzisz jak Cię pragnę? Najmniejsza myśl o Tobie i Twoich ustach zaciśniętych na moim penisie powoduje, że robię się twardy jak stal.
- Więc, chyba trzeba coś z tym zrobić? – uniosłam zagadkowo brew ku górze, jednocześnie odczepiając jedną dłoń z jego ramienia i przeniosłam ją na krocze chłopaka. Zayn otworzył delikatnie usta i patrzył na mnie zaciekawiony. Zaskoczona własną zręcznością udało mi się szybko odpiąć spodnie Zayn’a w kilka sekund i rozpiąć rozporek. Moja dłoń wkradła się pod bokserki mulata. Przez kilka chwil głaszczę jego włoski, słysząc jak Zaynowi przyśpieszył się oddech. Gdy już zamierzałam chwycić jego członka, raptownie Malik chwycił mnie w biodrach i posadził na biurku.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie – zażądał, prostując się. Patrzył na mnie z góry, przez co czułam się skrępowana. – Pomożesz swojemu ojcu?
- Nie! – powiedziałam natychmiast. Wręcz mnie tym oburzył. – Po co bym wtedy w ogóle do Ciebie przyjeżdżała? Zayn, jestem w tym z Tobą.
- Dlaczego jak grzeczna dziewczynka nie posłuchasz swojego ojca i nie pomożesz mu mnie zniszczyć?
- A chcesz tego? – tego pytania się nie spodziewał. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Złamałabyś mi tym serce. Zaufałem Ci – powiedział z powagą. Najchętniej wyznałabym mu, jak ojciec obgadywał mnie za swoimi plecami, ale nie chciałam go denerwować jeszcze bardziej. Z pewnością bez żadnych wahań by do niego pojechał i pokazał mu, gdzie raki zimują. – O czym myślisz?
- O niczym – wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Coś Ci leży na sercu, powiedz mi – poprosił cicho.
- Zayn…
- Zaufaj mi – rzekł, a w jego oczach zauważyłam smutek. Pierwszy raz widziałam go takie padniętego na duchu. Automatycznie mi się udzielił ten nastrój. Należałam do ludzi współczujących. I nienawidziłam tego. – Ty masz łzy w oczach, Clairy. Mów mi natychmiast co się dzieje.
- Nie, po prostu… ojciec chce mnie do tego całego planu wykorzystać bo podejrzewa, że coś między nami jest. Oprócz tego… - mój głos zadrżał, a z ust wydobył się szloch. Nawet nie minęła chwila, a zostałam otoczona jego ramionami, a jego kojący głos uspokajał mnie.

Pierwszy raz poczułam się kochana.

- Zakładam, że Twój ojciec nie szczędził w epitetach na Twój temat – warknął. Tylko skinęłam głową, bo nic innego nie byłam w stanie z siebie wydobyć. – Wiedziałem, że ten chuj nie bez powodu zaproponował mi u siebie projekty.
- Oszukał nas oboje – mówię z trudem, a moje łzy wsiąkają w jego białą koszulę.
- Wszystko będzie w porządku – obiecał mi pewnym tonem.
- On naprawdę chce Cię zniszczyć, nie znałam go z tej strony – popatrzyłam na niego cała zapłakana. Zayn próbował ścierać każdą łzę swoimi ustami, ale za każdym razem pojawiały się nowe. – Nie mam już nikogo. Jestem sama.
- Masz mnie – odpowiedział od razu. Wstrzymałam oddech, patrząc w jego oczy, które wróciły do dawnej barwy. Co miałam mu powiedzieć? To samo, czy powinnam ugryźć się w język? – Powiedz coś, Clarisso.
- A jaka odpowiedź Cię zadowoli?
- Że tak i pójdziemy się pieprzyć – uśmiechnął się zawadiacko. Zaśmiałam się krótko.
- Ty niewyżyty człowieku – jego uśmiech się powiększył słysząc te słowa. – Niedługo przez Ciebie trafię na terapię uzależnionych od seksu.
- Pomogę Ci to zwalczyć – tym razem ja się uśmiecham i łączę nasze wargi w czułym pocałunku. Zayn o dziwo nie zamienił go w bardziej namiętny czy gwałtowny. Całowaliśmy się w tym samym rytmie, nigdzie się nie śpiesząc. Smakowałam jego usta, ściśle przylegając do jego torsu. Rękoma Zayn obejmował mnie w dole pleców, dłonie trzymając na moich pośladkach. – Zostajesz na noc? – spytał pomiędzy pocałunkami, muskając lekko moje policzki wargami.
- Tak – mruknęłam, palcami odpinając kolejno guziki jego koszuli.
- Więc, czeka nas długa noc – po tych słowach, wziął mnie w ramiona i głęboko całując, poszedł do sypialni. Chłonęłam każdą namiastkę jego dotyku. Cholera, dlaczego pragnęłam go tak bardzo? Skąd to się we mnie brało? – Pragniesz mnie tak bardzo, jak ja Ciebie Clarisso? – wyszeptał, kładąc mnie delikatnie na swoim łóżku.
- Pragnę – potwierdziłam, zdejmując z jego ramion koszulę. Pierwsze co zrobiłam to przejechałam dłońmi po jego tatuażach, mogąc się im w końcu dokładnie przyjrzeć. Na jego obu męskich piersiach wytatuowane były piękne skrzydła anioła, a pomiędzy nimi czerwone, kobiece usta. Cisnęło mi się na język spytanie go, czyje one były, ale czułam, że nie odpowiedziałby mi na to pytanie tak od razu… Zayn był bardzo tajemniczy. Nie potrafiłam go rozgryźć.

To był mój cel.

Poznanie Zayn’a Malik’a.

***
- Opowiedz mi o swoich rodzicach – proszę go, gdy leżymy razem w wannie, całkowicie rozluźnieni i w melancholijnych nastrojach. Takie chwile uwielbiałam. Zapomniałam o wszystkim, co się wokół nas działo, a w głowie miałam tylko Zayn’a i nasz seks.
- Co chciałabyś wiedzieć? – odpowiedział pytaniem, całując co chwilę czubek mojej głowy, a dłońmi masował moje ramiona. Przez to czułam się rozluźniona jeszcze bardziej.
- Jak najwięcej – przekręciłam się, w efekcie czego leżałam bokiem na jego klatce i mogłam na niego patrzeć. Tak jak myślałam : jego mina świadczyła o tym, że nie był skory do mówienia na ten temat.
- Moja matka jest lekarzem sądowym w Nowym Jorku, a ojciec był biznesmanem i wojskowym, tak jak ja, tyle, że ja do wojska nigdy się nie nadawałem – odparł bezpłciowo.
- Był?
- Mój ojciec nie żyje.
- Och – wyrwało mi się. – Przykro mi.
- Od niego odziedziczyłem firmę. Gdyby nie ona nie wiem, gdzie teraz bym był – rzekł, patrząc się we mnie pusto.
- Mogę wiedzieć jak umarł? – spytałam niepewnie.
- Postrzelili go podczas jednej akcji w Afganistanie, umarł na stole operacyjnym przez wylew krwi do mózgu.
- Przepraszam, nie powinnam była…
- Nie – pokręcił głową ze słabym uśmiechem. – To było już dawno, rany po jego stracie zostały już zagojone… poniekąd.
- Dlaczego poniekąd?
- Waliyha… jest tak do niego cholernie podobna. Charakter ten sam, zachowanie, podejście do życia… jakbym widział ojca – powiedział. Jego bezbarwny ton głosu mnie przerażał. Może naprawdę mogłam go o to nie pytać?
- Chciałabym ją kiedyś poznać – stwierdziłam, zmieniając szybko temat.
- Ona Ciebie też.
- Co? – zdziwiłam się. Moja mina go rozśmieszyła, bo Zayn zaśmiał się. – Mówiłeś jej, że ja i ty…
- Nie! Pod żadnym względem! – powiedział szybko, poważniejąc. – Gdyby matka dowiedziała się co ja wyprawiam z kobietami…
- Więc, mówiłeś o mnie Waliyhi tylko… tak?
- Powiedziałem, że poznałem dziewczynę, na co bardzo się zdziwiła – parsknął śmiechem. – To coś nowego. Malik znalazł ciemnowłosą piękność.
- Nie jestem piękna – zmarszczyłam czoło w konsternacji.
- Dla mnie jesteś najpiękniejsza, najsmaczniejsza – tutaj zarumieniłam się na głęboką czerwień. – no i jesteś pierwszą dziewczyną, o której powiedziałem siostrze.
- Serio? – prychnęłam.
- Panno Watson, czy zdaje sobie Pani sprawę, jaka Pani jest piekielnie seksowna i pociągająca? Już słyszę w mojej firmie jak moi pracownicy mówią, jak bardzo by Cię chcieli.
- Jestem Twoja, nie zapominaj o tym, Panie Malik – przygryzając dolną wargę, siadam mu na kolanach, napierając biodrami na jego czułe miejsce. – O cholera – wymsknęło mi się, gdy poczułam ogromne ciepło, które zalewało moje podbrzusze. Położyłam dłonie na jego klatce i obserwowałam, jak jego mięśnie napinają się, a pod swoimi nogami czułam, jak jego męskość ponownie twardniała. Gdy chciałam się wycofać, jego dłonie ścisnęły mnie w talii i usidliły w jednym miejscu. Nie wiedziałam co robić.
- Nigdy tego nie… No tak – uświadomił sobie wszystko. – Zapomniałem jak bardzo niewinna jesteś.
- W tym przypadku bardziej pasuje niedoświadczona – poprawiłam go z gorzkim uśmiechem.
- To też – uśmiechnął się, podnosząc się do góry, aż był za mną na równi. Czułam jego miętowy oddech, który owiewał moją twarz. – Jesteś słodka, niewinna i niedoświadczona… Chciałbym Cię tylu rzeczy nauczyć…
- To czemu tego nie robisz? – spytałam go. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ja… - zawahałam się, ostatni raz analizując wszystkie rzeczy.

Zayn – dominat, zaborczy biznesman, piekielnie przystojny i cholernie dobry w łóżku, kryjący w sobie inne wcielenie mężczyzna…


- Chcę być Twoja, Zayn. 


***************************************
Niuniuniu, nowy rozdział! :D Został mi tydzień ferii, tak bardzo nie fair :/ 

Clairy, nareszcie zmądrzałaś! :D Ale czy Carmen pozwoli tak szybko o sobie zapomnieć? 

33 komentarze = NOWY ROZDZIAŁ!! :* <3


Komentujcie <3

K.

38 komentarzy:

  1. Świetny :) Pewnie, nie pozwoli ;/ Czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow po prostu nie mogę uhh wczoraj znalazłam tego bloga i przeczytałam wszystkie rozdziały a już wiem że będę tu wpadać częściej... po prostu nie mogę rozdział jest świetny co mogę rzec czekam na next <3
    Przy okazji zapraszam do siebie
    http://blog1djednokierunkowe-diana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiste jak zawsze haha <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział *.* czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Więc....hmmmm Z-A-J-E-B-I-S-T-Y!!!! :3 Jak zawsze :* Jaka jestem szczęśliwa.Poprawiłaś mi humor ^-^ Jak się nie mogę doczekać następnego rozdziału..Pisz i nie zwlekaj :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Omg next ♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebisty! Poprawiłaś mi humor bo... Jutro koniec ferii :c Eh, czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  9. AWWW jak słodko <3
    a mi się ferie zaczynają dopiero, hihi ^^
    czekam na NN :*

    OdpowiedzUsuń
  10. iyanbyiotnfjrmhaluilr *-* dalej, pls! pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham twojego bloga!! Jest po prostu cdownny!! Życzę dobrych warunków do pracy i weny!! Pozderki .x

    OdpowiedzUsuń
  12. Prosze jeszcze dziś dodaj rozdział !!!
    :D

    OdpowiedzUsuń
  13. o Boże tak bardzo cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  14. uwielbiam to <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurde uwielbiam!
    Jak dobrze po lekcjach usiąść do laptopa i przeczytać coś tak niesamowitego. I od razu lepszy humor xd I rozdział genialny! ; >
    Strasznie mnie zaciekawiła ta Carmen. Ciekawe co jeszcze zrobi i co powie Clari ^^
    Zayn na reszcie trochę się otwierać zaczyna : >
    Rozmowa o rodzicach i jeszcze powiedział o Clari swojej siostrze. Wow to są postępy :P
    Ach oni są po prostu cudowni razem! A jej ojciec jest okropny. Co z tego dalej wyniknie?
    Czekam na następny! ; ))
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie zachętą do dalszej pracy! <3