niedziela, 22 listopada 2015

Book 3 - 17

~ Zayn’s P.O.V ~

- Ty… Boże, ty się obudziłaś – wyszeptałem drżącym głosem wstając ze stołka. Chwyciłem delikatnie jej twarz w obie dłonie. – Obudziłaś się – powtórzyłem.
- Słyszałam jak śpiewasz – mruknęła cicho. – Nie wiedziałam, że masz taki talent – zaśmiałem się, z niedowierzaniem patrząc na nią.
- O mało Cię nie straciłem, maleńka – powiedziałem, głaszcząc jej blade policzki, które powoli nabierały kolorów. – Pamiętasz cokolwiek?
- Dzwoniłam do taty… rozmawiałam z nim, zdałam sobie sprawę, że Jackson mnie oszukał i… - zacięła się, spoglądając na mnie pytająco. – Co było dalej?
- Miałaś wypadek – odparłem. – Jackson wjechał w Ciebie autem i nieźle pokiereszował.
- Ile byłam nieprzytomna?
- Trzy dni, prawie cztery – rzekłem. – Boże, nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś w końcu ze mną – uśmiechnąłem się szeroko. – Tak za Tobą tęskniłem.
- Myślałam o Tobie non stop – odparła. – I mam wrażenie, że to utrzymywało mnie przy życiu.
- Och kochanie… - zaśmiałem się pochylając nad nią i złożyłem czuły pocałunek na jej ustach. Dobrze było znów czuć jej ciepłe wargi na swoich. Clairy mruknęła i gdy chciała się unieść, by oddać pocałunek, głośno syknęła. Oderwałem się od niej.
- Boli – jęknęła, dotykając delikatnie swój brzuch.
- Masz złamane trzy żebra – odparłem. – Musisz na razie na siebie uważać, jeśli za tydzień chcesz dojść do ołtarza sama.
- To już za tydzień – uświadomiła sobie.
- Tak – ponownie się zaśmiałem. – Idę po pielęgniarkę, miałem je poinformować, gdy się obudzisz.
- Nie zostawiaj mnie – mruknęła słabo.
- Wracam za moment – cmoknąłem czubek jej nosa i wyszedłem prędko z Sali. – Obudziła się – poinformowałem pielęgniarki z recepcji, które od razu poszły do Clairy, wyprzedzając mnie. Stałem w drzwiach i słuchałem jak zasypują Clairy typowymi pytaniami : Jak się czujesz? Czy coś Cię boli? Kręci Ci się w głowie? Za każdym razem Clairy odpowiadała lakonicznie. Widać było, że była zmęczona. Zresztą, nie tylko ona. Sam ledwo stałem i marzyłem, by tylko wziąć gorący prysznic i przespać przynajmniej pięć godzin.

Lecz musiałem jeszcze ją poinformować o dziecku.

- I co z nią? – zapytałem jedną z pielęgniarek.
- Na moje oko wygląda bardzo dobrze jak na człowieka po ciężkim wypadku – powiedziała. – Serce bije prawidłowo, ciśnienie również jest dobre… Teraz potrzebuje tylko płynów wzmacniających organizm i dużo odpoczynku.
- A… dziecko?
- Jutro sprawdzimy, gdy tylko ginekolog będzie na oddziale – uśmiechnęła się lekko i odeszła. Wszedłem z powrotem do Sali, gdzie inna pielęgniarka robiła coś przy różnych rurkach wbitych w ręce Clairy.
- Panie powiedziały, że może jutro po południu stąd wyjdę – uśmiechnęła się lekko Clairy, gdy zostaliśmy sami. – Jestem przytomna kilkanaście minut, a już mam dosyć tego miejsca.
- Widzę, że wracają Ci humorki – parsknąłem śmiechem.
- Szczerze? To tylko marzę, by mieć w końcu spokój.
- Jest już po wszystkim skarbie – odparłem. – Nie musisz się już bać.
- A co z Jacksonem?
- Siedzi w więzieniu i czeka na rozprawę – rzekłem. – Przyznał się do zabójstwa Chachi i Emily, więc dożywocie ma zapewnione.
- Co ja mu takiego zrobiłam? – spytała płaczliwym tonem. – Dlaczego on chciał mnie zabić?
- Bo… On jest moim bratem, Clairy – westchnąłem.
- Co? Jakim cudem? – odparła zaskoczona.
- Mój ojciec zdradził mamę z jakąś kobietą… no i była to matka Jackson’a. Ojciec zostawił ją samą i Jackson chciał się na mnie zemścić, odbierając mi Ciebie – powiedziałem.
- To było… okropne – szepnęła. – Ten ból… był nie do zniesienia – spojrzała na mnie pustym wzrokiem. – W momencie zderzenia życie przeleciało mi przed oczami i bałam się, że… naprawdę umrę.
- Ale teraz jesteś tu ze mną – odparłem. – I już nigdzie się nie wybierasz.
- Tak, zostaję tutaj – mruknęła z uśmiechem. – Strasznie boli mnie tyłek od leżenia. Najchętniej bym już wstała.
- Niestety, jeszcze trochę poleżysz – pogłaskałem ją po brzuchu i nagle na nią spoglądnąłem.
- Coś się stało? – zmarszczyła czoło.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć – uśmiechnąłem się lekko. – Nikomu o tym nie mówiłem, bo chciałem, abyś ty miała pierwszeństwo – wziąłem głęboki wdech, po czym nerwowo się zaśmiałem.
- Na pewno jest wszystko okay? Wyglądasz na zdenerwowanego – stwierdziła, przeczesując dłonią moje włosy, doprowadzając je jednocześnie do ładu.
- Tak, jest okay… Clairy…
- Do rzeczy – zaśmiała się wesoło. Cholernie tęskniłem za tym dźwiękiem.
- Podczas badań wykryto różne urazy, ale USG brzucha pokazało… że jesteś w ciąży – ostatnie cztery słowa powiedziałem ciszej. Na jej twarzy zauważyłem ogromne zaskoczenie i usłyszałem przez moment, jak pikanie z jakiegoś sprzętu przyśpieszyło. – Spokojnie – szepnął, pocierając ją czule po brzuchu.
- Jestem w ciąży? – zapytała ze łzami w oczach.
- Tak – zaśmiałem się. Clairy położyła swoje dłonie na brzuchu, zakrywając tym jedną moją. – Dlaczego płaczesz? – spytałem ją rozbawiony.
- Jestem taka szczęśliwa! – zaszlochała, uśmiechając się. – Nigdy nie sądziłam, że zostanę matką, ale… o mój Boże – parsknęła śmiechem. Jej radość była moją radością. – Cieszysz się?
- Bardzo – odparłem szczerze. – To maleństwo będzie najbardziej rozpieszczonym i pięknym dzieckiem jakiego świat jeszcze nie widział.
- Domyślam się – uśmiechnęła się szerzej. – Myślałam, że nie chcesz dziecka tak wcześnie.
- Cóż, lepiej wcześniej, niż wcale – powiedziałem. – I tak chciałem mieć sporą gromadkę.
- Gromadkę? Chcesz abym skończyła jako hipopotam?
- I tak będziesz wyglądać cudownie – rzekłem, po czym głośno ziewnąłem.
- Zayn, może wróciłbyś do domu i poszedł spać? Wyglądasz do dupy.
- Auć – zaśmiałem się krótko. – Nie chcę Cię tutaj zostawiać samej.
- Ty też powinieneś wypocząć – szepnęła. – Jedź do domu.
- Na pewno? – skinęła głową. – Okay – westchnąłem, wstając ze stołka. Moje mięśnie były zesztywniałe od ciągłego siedzenia w jednej pozycji. – Do zobaczenia rano, kochanie – odparłem, całując ją w usta. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też – musnęła usta swoimi wargami jeszcze raz, nim się wyprostowałem. – Śpij dobrze.
- Ty też.

***
~ Clairy’s P.O.V ~

Wszystko mnie cholernie bolało, lecz zobaczenie uśmiechu Zayn’a było tego warte. Przez te dni, podczas których byłam nieprzytomna nie czułam nic. Byłam niczym zamknięta w izolatce bez światła i jedzenia. Byłam naprawdę zdesperowana aby wrócić do moich najbliższych, ale to nie było takie łatwe.

Byłam z powrotem. Jackson’a już nie było. Nadal byłam zła na siebie, że tak dałam łatwo mu się nabrać, ale… był taki przekonywujący!

Tak, dzięki niemu teraz leżysz w szpitalu, idiotko.

Nie należałam do osób łatwowiernych, więc poniekąd nie rozumiałam siebie, dlaczego od tak uwierzyłam Jacksonowi. Nawet Zayn’a nie darzyłam takim zaufaniem na początku, jak McTyler’a.

Drań mnie wykorzystał. Mnie i moje zajebane zaufanie.

- Witamy wśród żywych, Clairy – przywitał mnie Doktor Jenks, gdy rano złożył mi wizytę z promiennym uśmiechem. – Jak się czujemy?
- Kiedy będę mogła stąd wyjść? – zapytałam prosto z mostu, a on się zaśmiał.
- Nie tak prędko, muszę jeszcze przeprowadzić kilka badań, może wtedy Cię wypuszczę – odparł. – Zayn powiedział Ci o ciąży?
- Tak – uśmiechnęłam się.
- Gratulacje – rzekł, po czym dodał. – Na początku był tak zaskoczony jak ja, gdy dowiedziałem się od mojej żony, że będę miał trojaczki.
- Niech mnie Doktor nie straszy – odparłam z udawaną powagą, a on się zaśmiał.
- Wiesz, że dokładnie to samo powiedział mi Zayn? – spojrzał na mnie rozbawiony. – Wy naprawdę do siebie pasujecie.
- Dzięki – zarumieniłam się lekko. – Ile potrwają te badania?
- Do południa. Wolałbym, abyś została tutaj jeszcze na jedną noc, ale słyszałem, że masz sporo do zrobienia rzeczy związanych ze ślubem i weselem.
- To już akurat jest najmniejszy problem – stwierdziłam.
- Chciałbym Cię mieć jeszcze na oku przez jedną noc. Porządnie oberwałaś i powinnaś spodziewać się, że tak łatwo Cię stąd nie wypuszczę.
- Doktor doskonale wie, że nienawidzę szpitali – uśmiechnęłam się krzywo.
- A kto lubi? – zażartował. – Zachowuj się przyzwoicie wobec pielęgniarek, to może Cię wypiszę – doskonale wiedziałam, że doktor mówił o sytuacji sprzed kilkunastu minut, gdy nakrzyczałam na pielęgniarkę za to, że pięć razy wbiła mi igłę w nie to miejsce, co trzeba.
- Należało się jej – burknęłam.
- To stażystka, nie miej jej tego za złe – odparł ojcowskim tonem. Byłam ciekawa czy mój tata w ogóle interesował się moim stanem. Zayn nic o nim nie wspominał.
- Będę mogła dzisiaj wstać, rozchodzić się? – spytałam go.
- Po dwunastej, gdy odłączymy Cię od sprzętów – powiedział. – Do zobaczenia – puścił mi oczko i wyszedł.
- I co ja tu będę robić? – warknęłam zirytowana.

***

Szczerze? Myślałam, że ocipieję z nudów. Wiedziałam, że szpitale to nie kluby no, ale jakąś rozrywkę powinni zapewniać! Nie chciałam wyrywać Zayn’a z pracy lub snu, bo nie mógł wiecznie przy mnie siedzieć. I tak biedak spędził tu prawie cztery dni.
- Misiaczek! – usłyszałam głośny krzyk i już doskonale wiedziałam, kto to był.
- David! – zaśmiałam się i gdy podbiegł do mnie przytuliłam mocno, uważając na swoje bolące żebra.
- Wiesz jak się o Ciebie bałem, suczo?! Przez te cztery dni żadnej nocy nie przespałem! – pisnął, głaszcząc mnie po włosach. – A mówiłem Ci, że Jackson coś kombinował?! A nie mówiłem?!
- A nie mówiłeś – wywróciłam oczami.
- Słuchaj się starszych i mądrzejszych, Clairy! – niemalże krzyknął.
- Z tym mądrym to dojebałeś – zaśmiałam się.
- Cicho – syknął. – Jak mogłaś być tak bezmyślna i posłuchałaś Jackson’a?!
- Sama się nad tym zastanawiam – westchnęłam.
- Gdybym teraz spotkał tego skurwiela, jajca bym mu urwał i wepchnął w tą paskudną mordę – warknął. – Skrzywdził mojego ukochanego misiaczka!
- Żyję David, to się liczy – parsknęłam śmiechem.
- Ale w jakim stanie ty jesteś! Za tydzień masz ślub, a wyglądasz jakbyś miała bliższe spotkanie z Tysonem!
- Nie przesadzaj – machnęłam ręką.
- Dobra, zobaczymy jak będziesz śpiewać kilka godzin przed ślubem!
- David – jęknęłam, chowając twarz w poduszce.
- Dobra, dobra – powiedział ciszej, padając na stołek obok mojego łóżka. – Wychodzisz dzisiaj?
- Bardzo możliwe – odparłam.
- Nie możesz pić?
- Głupie pytanie! – ponownie się zaśmiałam. Wtedy zdałam sobie sprawę, że David nie wiedział, że byłam w ciąży. Przemilczałam ten fakt. – Jestem na silnych lekach, w normalnych przypadku teraz leżałabym i zwijała z bólu.
- No tak – odparł zmieszany. – Jak się ogółem czujesz?
- Do dupy – wzruszyłam ramionami. – Chcę pospać we własnym łóżku i zjeść coś, co nie przypomina wyglądem cegły.
- Wyglądasz na zmęczoną – potwierdził. – Jakbyś czegoś potrzebowała, wiesz, że jestem na zawołanie.
- Wiem – uśmiechnęłam się lekko. – Zayn będzie niczym niańka.
- Żebyś ty go widziała przez te kilka dni… Clairy, to był wrak człowieka – mruknął. – Sam nie dowierzałem, że to był ten sam Zayn Malik, którego poznałem kilka miesięcy wstecz. Nigdy nie widziałem go takiego podupadłego na duchu.
- Wierzę Ci – wyszeptałam. – Ja też się bałam, że nie zobaczę was ponownie… to była okropna myśl.
- Suko, umierałem na myśl, że masz mnie opuścić na zawsze zawsze – wydymał smutno wargi. – Ale koniec zamulania! Musimy myśleć teraz o ślubie i…
- Przeszkadzam? – do moich uszu doszedł dźwięk cichego pukania w drzwi i niski, znajomy baryton. Spojrzałam w tamtą stronę i doznałam szoku.

- Tata?


6 komentarzy:

  1. Następny proszę..

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam! choć mam pytanie - dlaczego nie dokończyłaś ff city of death...? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju uroczo i cudownie i ahhh *.*
    Po prostu super szczęśliwie i ta ciąża ^^
    Kurde wszystko tak happy się układa xd
    I ślub się zbliża : > Będzie ciekawie ;3
    Kurde ostatnie mnie przygnębiło, bo jednak tato przyszedł do niej co oznacza, że się pogodzą? Też bym chciała tak.. ehhh nevermind : *
    Pozdrawiam ! ; 3

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie zachętą do dalszej pracy! <3