niedziela, 7 czerwca 2015

Book2 - 16

- Nie wierzę… - mruknęłam do siebie, patrząc osłupiona na wiadomość przez dobre kilka minut, dopóki nie ocuciłam się i położyłam telefon tam, gdzie leżał wcześniej.

Czemu Zayn mnie okłamał? I dlaczego tak łatwo mu uwierzyłam?! Przecież nawet nie był ubrany jak na spotkanie! I po co była mu Carmen? Nie wystarczałam mu już i musiał jechać do tej pieprzonej pedofilki? Obiecał mi, że nie będzie nią rozmawiał i tym bardziej spotykał za moimi plecami! Złamał naszą umowę.
- Przegiąłeś pałę, Zayn – warknęłam, wstając z kanapy i wściekła pognałam na górę do „naszej” sypialni. Wyjęłam swoją torbę z szafy Zayn’a i zaczęłam wrzucać do niej wszystkie swoje rzeczy, jakie wpadły w moje ręce. Spakowanie się zajęło mi mało czasu. – Scarleth! – krzyknęłam. Moja psina wbiegła do sypialni kilka chwil później. – Wynosimy się stąd – oznajmiłam jej i wyjęłam telefon ze swojej kieszeni spodni, wykręcając numer Gab.
- Co jest Clairy? – zapytała wesoło.
- Mogę u Ciebie zamieszkać na kilka dni? – spytałam poważnie.
- Co się dzieje? – w jej głosie usłyszałam zaniepokojenie. – Jasne, że możesz zamieszkać – dodała po chwili.
- Powiem Ci wszystko na miejscu, gdzie mieszkasz?
- Na Abbey Road – rzekła.
- Będę tam za dwadzieścia minut – i się rozłączyłam. Zeszłam ze Scarleth na dół. Spakowałam do swojej torby jeszcze rzeczy, które miałam dzisiaj w pracy, wzięłam kluczyki od samochodu z wyspy kuchennej i wyszłam z willi, po drodze spotykając Leo, który posłał mi zaskoczone spojrzenie.
- Clairy… - zaczął, ale ja mu przerwałam.
- Powiedz Zayn’owi, że już tutaj nie mieszkam, Leo – powiedziałam twardo.
- Ale Panienko…
- On doskonale będzie wiedział o co chodzi, Leo – fuknęłam i opuściłam budynek. Gdy doszłam do samochodu, najpierw wrzuciłam swoją torbę na tylne siedzenie pojazdu, potem wpuściłam Scartleth i na końcu wsiadłam do niego ja, odpalając je i wyjechałam z posesji Zayn’a z piskiem opon. Miałam szczęście, że tego dnia nie było korków. Pełna złości przemierzałam Londyn, już nie ciesząc się jego widokiem. Przynajmniej nie tego dnia. Zayn zadał mi cios poniżej pasa. Przecież doskonale wiedział, jak to się wszystko, gdy tylko dowiem się o jego tajemniczym spotkaniu z Carmen! Co ja miałam o tym myśleć? Nawet nie chciałam sobie wyobrażać, co oni mogą tam ze sobą robić!

Doskonale wiedziałam, że tak łatwo Zayn się z tego nie wywinie.

***
- Dlaczego nic Ci nie powiedział? – zapytała mnie Gab, podając kubek z ciepłą herbatą z mlekiem na uspokojenie. Mimo tego, że od całego wydarzenia minęła nie cała godzina, nadal byłam wściekła. A gdyby w tym momencie Carmen napatoczyła się w moje ręce, z jej twarzy zostałyby tylko skrawki.
- Zadaj mu to pytanie – parsknęłam obserwując, jak Scarleth bawi się ze szczeniakiem Gab małym buldogiem francuskim. Przynajmniej ona była szczęśliwa. – To żaden problem bym została prawda? Jutro zacznę coś szukać…
- Spokojnie, mam duży dom zmieścimy się w nim obie – weszła mi zdanie ze śmiechem. – No i Scarleth tak szybko nie opuści Jack’a – zaśmiałyśmy się. Raptownie usłyszałam pytanie. Spojrzałam pytająco na Gab.
- Spodziewasz się dzisiaj kogoś? – zapytałam, a ta tylko lekko się uśmiechnęła i pognała do drzwi. Odwróciłam się i patrzyłam, jak Gab wita się z jakimś gościem czułym uściskiem, a potem namiętnie go całuje. Speszona tylko odchrząknęłam, patrząc na nią rozbawiona. Gab oderwała się od chłopaka i posłała mi przepraszający uśmiech.
- Sory… to jest Tristan – powiedziała, śmiejąc się cicho.
- Hej, ty musisz być Clairy? – odezwał się Tristan, machając do mnie. – Miło mi Cię poznać, dużo o Tobie słyszałem.
- Czyżby? – uśmiechnęłam się krzywo do Gab. Ta wywróciła oczami.
- Wybieraliśmy się coś zjeść, idziesz z nami? – zapytała mnie.
- Nie, zostanę tutaj, nie mam ochoty na jedzenie – powiedziałam. – Poza tym…
- Clarisso! – przerwał mi głośny wrzask. Podskoczyłam przestraszona, o mało co nie oblałam się herbatą. Postawiłam kubek na stoliku. Doskonale znałam ten głos.
- Nie wierzę… - jęknęłam zdesperowana.
- Kto to był? – spytał zdezorientowany Tristan.
- Mój cholerny i kłamliwy chłopak – burknęłam. – Nie wpuszczaj go Gab!
- Clarisso wiem, że tam jesteś! Wpuść mnie do środka! – ponownie usłyszałam jego krzyk.
- Odejdź! – również podniosłam głos.
- Za żadne skarby Clairy! Otwórz drzwi Gabrielo! – jego głos był twardy i stanowczy.
- Nie, Gab – spojrzałam na nią ostro.
- On mi wyważy drzwi, jeśli tego nie zrobię! – pisnęła speszona, spoglądając na mnie bezradnie.
- Mam wezwać policję? – ponownie odezwał się Tristan.
- Nie, on po prostu nie rozumie, jak się mu odmawia – westchnęłam rozgoryczona.
- Clairy! Otwórz te drzwi natychmiast! – zagrzmiał, a mną wstrząsną dreszcz.
- On zawsze taki jest? – odparł Tristan patrząc na mnie lekko oszołomiony.
- Oj uwierz mi, że tak – zaśmiałam się ironicznie.
- Clairy! Nie ignoruj mnie! – ponownie jego głos dotarł do moich uszu.
- Boże, nie wierzę, że to robię, ale wpuść go Gab – machnęłam ręką, krzyżując ramiona na piersiach. – To może być zabawne – parsknęłam śmiechem. Gabriela niepewnie otworzyła drzwi, zza których pojawił się wkurzony Zayn. Gdy mnie zobaczył, zauważyłam na jego twarzy ulgę. Martwił się? Czy mu totalnie odbiło? Wymienialiśmy ze sobą ostre spojrzenia, dopóki nie głosu nie zabrała Gab oznajmiając, że wychodzi.
- Dostałem milion ataków serca Clairy! – powiedział Zayn, gdy tylko drzwi za Gab i Tristanem się zamknęły.

No to zaczynamy tysięczną kłótnię za 3, 2, 1…

- Cieszę się – prychnęłam.
- Musiałem opuścić spotkanie, bo zadzwonił do mnie Leo, że opuściłaś willę! O mało co…
- A ty nadal kłamiesz! Po prostu jesteś dupkiem! – krzyknęłam, wymachując rękoma by podkreślić swoje zdenerwowanie. – Mogłeś mi powiedzieć, że idziesz się spotkać się z Carmen, to może uniknęlibyśmy tego całego cyrku!
- Clairy…
- Doskonale wiedziałeś co się stanie, gdy się dowiem! Nie chcę słuchać Twoich wytłumaczeń! Wiesz, że nie zdzierżę tej dziewczyny, a ty spotykasz się nią za moimi plecami!?
- Carmen przecież nic dla mnie nie znaczy! – krzyknął. – Jesteś tylko ty!
- Tak, a ona ciągle wchodzi między nas! Nie mogę tego znieść! Mam jej po prostu dosyć! Skąd mam wiedzieć, co z nią robiłeś?! Bo nie wierzę, że omawialiście sprawy biznesowe!
- No nie – zgodził się ze mną.
- No widzisz! Mogłeś powiedzieć, że Ci do chuja nie wystarczam i chcesz wrócić do niej!
- O czym tym mówisz?! – zobaczyłam w jego oczach niedowierzanie. – Naprawdę myślisz, że zdradziłem Cię z nią!?
- Nic takiego nie powiedziałam! – wywróciłam oczami. – Obiecałeś mi, że się z nią nie spotkasz, a ty mnie tak bezczelnie okłamujesz Zayn?! Naprawdę, myślałam, że masz choć trochę rozumu!
- Nie chciałem Ci mówić bo wiedziałem, że się wściekniesz!
- Jestem wściekła, zadowolony!? – wydarłam się tak głośno, że zabolało mnie gardło. – Nie ufasz mi?!
- Ufam! Bezgraniczne, Clarisso! – krzyknął.
- To dlaczego mnie okłamałeś? To jest tak proste pytanie, na które nie potrafisz mi odpowiedzieć Zayn – powiedziałam ciszej i ochryple.
- Powiedziałem Ci – odparł również obniżając swój ton głosu o kilka oktaw.
- Kłamiesz – parsknęłam.
- Uwierz mi, Clairy!
- Nie mogę, jeśli ona ciągle się przy nas kręci! Próbuję zapomnieć o Twojej cholernej przeszłości, ale gdy tylko ona się pojawia wszystko wraca i nie daje mi spokoju! Chcę spokoju, rozumiesz?!
- Clairy, dlaczego to brzmi tak, jakbyś chciała ze mną skończyć? – spytał, a na jego twarzy zauważyłam ból.
- A chciałbyś tego? – na te słowa poczułam ból w sercu. Nienawidziłam kłócić się z Zayn’em, to zawsze kończyło się źle.
- Prędzej bym umarł Clarisso, niż bym miał ponownie Cię stracić – rzekł poważnie.
- Jeśli nie chcesz mnie stracić, to mów mi prawdę! Nawet najgorszą, ale chcę tylko prawdy – powiedziałam, w końcu biorąc głęboki wdech na uspokojenie. – Chcę niewiele.
- Clairy, zrobię wszystko, ale wróć ze mną do domu – odparł.
- Nie – pokręciłam głową. Ponownie zobaczyłam na jego twarzy ból. – Muszę wszystko przemyśleć, z dala od Ciebie.
- Nie rób mi tego Clairy, gdy Ciebie nie ma… czuję się obco – mruknął, podchodząc do mnie. – Proszę, wróć. Nie chcę byś znowu ode mnie odeszła.
- Nie odchodzę, daję nam przerwę – poprawiłam go.
- Nie chcę przerwy…
- Ale ja chcę! – przerwałam mu ostro, może nawet zbyt. – To całe zdarzenie mnie przytłoczyło… Chcę kilkudniowej przerwy.
- Zawsze mogę Cię zmusić do zmienienia zdania – powiedział niskim głosem, a jego oczy pociemniały. Cholera, nie. Wiedziałam, co zamierzał zrobić. A ja jak zawsze mu ulegnę.
- Nie, Zayn… - zaczęłam, ale w tym samym momencie rzucił się na mnie, przypierając do ściany i gorącą całując. Gdy chciałam go odepchnąć, brutalnie chwycił moje ręce i trzymał je ponad moją głową, jednocześnie napierając swoimi biodrami na moją dolną partię ciała.
- Jesteś mega seksowna, gdy się wściekasz, maleńka – wymruczał w moje usta, gryząc i ssąc dolną wargę z zapamiętaniem. Jęknęłam głośno wiedząc już, że przegrałam tę walkę. Moje ciało zawsze będzie decydować za mnie. – Musimy się pogodzić, natychmiast – warknął podnosząc mnie do góry i nie przerywając całowania, ruszył wzdłuż korytarza.
- Drugie drzwi po prawej – wysapałam. Zayn od razu kopnięciem je otworzył i wtargnął do środka, kładąc siebie i mnie na łóżku. Objęłam nogami jego tułów, wchodząc językiem między jego usta be ostrzeżenia i pozbyłam jej jego kurtki, którą miał na sobie.
- Kurwa, co ty ze mną robisz, Clairy – wydyszał, dłońmi dryfując po moim ciele. Całowałam go namiętnie, dopóki nie przerwał pocałunku, by pozbyć się mojej koszulki. – Jeszcze raz zrobisz mi taki numer, a przysięgam, wtedy poczujesz na sobie złość dominata – zadrżałam na te słowa i po zerwaniu z niego białej bluzki, ponownie połączyłam nasze usta.
- Potrzebuję Cię, Zayn – jęknęłam, napierając na niego. Był strasznie podniecony!
- Och Clairy… - Zayn ponownie przestał mnie całować, by rozpiąć moje spodnie i je ze mnie zdjąć. Byłam otumaniona podnieceniem, a wcześniejsza złość minęła. Nie potrafiłam długo złościć się na Zayn’a. Za bardzo go kochałam. No i jego miodowe oczy mówiły wszystko : nie chciał tego zrobić.
- Kocham Cię, Zayn – wyszeptałam drżącym głosem i po tym jak rozpięłam jego spodnie, chwilę później nie było po nich najmniejszego śladu.
- Moje serce należy do Ciebie, Clarisso – mruknął. Uśmiechnęłam się unosząc biodra do góry, ocierając się o jego męskość.
- O mój Boże… - westchnęłam przez prądy, które przebiegły przez moje ciało.
- Nigdy więcej się nie kłóćmy – syknął, wkradając się dłońmi pod moje plecy i odpiął mój stanik, pozbywając się go. Gdy jego spojrzenie dotarło do moich nagich piersi czułam, jak automatycznie one stwardniały, a sutki zaczęły się nabrzmiewać. – Twoje piersi są takie idealne – powiedział z aprobatą i patrząc głęboko w moje oczy, musnął lewy czubek swoimi pełnymi wargami, sekundę później przebiegając po nim językiem i ssąc rozkosznie. Jęknęłam, wyginając się pod nim i czując pulsowanie w cipce. To było nie do zniesienia. Zayn z uśmiechem przeniósł się na drugą, traktując ją jeszcze bardziej brutalniej.
- Zayn! – stęknęłam.
- Chciałabyś poczuć mnie w środku? – spytał zmysłowym głosem, a ja zrobiłam się jeszcze bardziej mokra. Cholera, czy to jest możliwe, by tyle płynów się ze mnie wydobywało?
- Proszę… - niemal błagam, zaciskając palce na jego wytatuowanych ramionach.
- O tak, pragniesz tego – jego uśmiech się powiększył i podniósł moje biodra, by zdjąć moją dolną bieliznę, a ja odwdzięczyłam mu się tym samym. – Mokra? – popatrzył na mnie pytająco i przebiegł palcami po mojej kobiecości. Zadrżałam. – Hmm… tak – pokiwał głową i rozszerzył delikatnie moje nogi. Zayn chwycił mój podbródek i nie spuszczając ze mnie wzroku, wszedł cały we mnie. Jęknęłam głośno, przymykając oczy. – Patrz na mnie – odparł zduszonym głosem biorąc jedną z moich nóg i kładąc sobie na ramieniu. Ta pozycja spowodowała, że czułam go w sobie głębiej i każde pchnięcie dawało mi więcej rozkoszy. Trudno było mi utrzymywać wzrok z Zayn’em, ale to tylko potęgowało uczucie, które budziło się w moim podbrzuszu.
- Zayn – jęknęłam ponownie, opierając czoło o jego. Mój oddech był bardzo ciężki, a serce galopowało razem z ruchem bioder Zayn’a.
- Maleńka, jesteś taka ciasna – stęknął, przyśpieszając. Otworzyłam lekko usta co Zayn wykorzystał i mocno mnie pocałował. Wplątałam palce w jego czarne jak smoła włosy, zaciskając jedną nogę tuż nad jego pośladkami. Orgazm był co raz bliżej i dawały mi o tym znać moje napięte mięśnie, przygotowujące się na przyjęcie ataku. Biodra Zayn’a trzaskały o moją skórę, pędziły po rozkosz, aż w końcu zawisłam na krawędzi.
- Zayn, Chryste! – krzyknęłam, błagając go swoim wzrokiem o to, by dał mi upragniony szczyt. Zayn uśmiechnął się szeroko i wbił się we mnie mocno. Doszłam, wyginając się w ostry łuk. Zayn osiągnął szczyt w tym samym momencie, pochłaniając moje krzyki i jęki spełnienia swoimi ustami. Zayn opuścił moją nogę i objął mnie mocno ramionami, trzymając jak najbliżej siebie. Dysząc, nie spuszczaliśmy z siebie wzroku.
- To było przeprosinowe rżnięcie – odparł zachrypniętym głosem.
- Podoba mi się – stwierdziłam.
- Nie przyzwyczajaj się do niego, nie będziemy często go uprawiać – burknął.
- Dlaczego?
- Bo jeśli jeszcze raz ode mnie uciekniesz, zamienię to w ostre pieprzenie. I wtedy Twoja cipka będzie błagała mnie, żebym przestał.


Och. 


12 komentarzy:

  1. Heloł? czemu ona tak szybko zapomniała o tym, że Zayn spotkał się z Carmen w tajemnicy? MIAŁ JEJ POWIEDZIEĆ CZEMU! Za łatwo i szybko mu wybacza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę uwierzyć, że tak szybko ona mu wybacza. Czekam na nexta...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny. Po co się tak męczyć? Na wattpadzie (po 25 rozdziałach) zaczynamy 3 część. Taka sama nazwa, jakby coś xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie za szybko mu wybaczyła :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czekajcie i lećcie na wattpada. My już skończyliśmy, wiec nie opłaca się tu czekać. Jakbym była wredna, opowiedziałabym wam wszystko. Blog tak samo się nazywa, nie ciężko znaleźć. Autorka ma nick : kkmalik. Czy coś takiego. Dlatego uciekajcie na wattpada. Tez zawsze myślałam, że watt jest beznadziejny. Jednak jest tam bardzo dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O nieee chwila, chwila. Gdyby chłopak wyciął mi taki numer to przysięgam, ze to potrwało by trochę czasu zanim bym mu wybaczyła. Przecież nawet nie minął dzień, a ona mu łatwo tak wybaczyła ;/ Rozumiem to Zayn, ale proszę co za dużo to nie zdrowo (chodzi o to wybaczani)
    Miał jej powiedzieć o co chodzi i nic.. Kurde, bo poszli się godzić no nieee
    Ale może potem będzie ciekawiej : > Mmmm Gab ma chłopaka ^^
    Pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie zachętą do dalszej pracy! <3